Mam na imię Wojtek. Przyszedłem na świat 3. stycznia 1998 roku. Gdy miałem 5 lat urodziła się moja siostra i dzięki temu okazało się, że jestem chory na nieuleczalną chorobę, mukowiscydozę, bo przez to, że choroba ta jest podstępna, leczony byłem na alergię i podejrzewano celiakię, a na mukowiscydozę nie „wyglądałem, bo byłem za pyzaty. Dopiero gdy urodziła się moja siostra, badania przesiewowe wykazały, że ona jest nosicielem jednego uszkodzonego genu, odziedziczonym po tacie, a ja niestety odziedziczyłem go też po mamie, czyli oznacza to, że jestem chory.

Początki mojego leczenia były trudne dla mnie i moich rodziców, bo ja bardzo lubiłem się bawić, a inhalacje, drenaże i branie lekarstw były dla mnie stratą czasu i przeszkodą w zabawie. Jednak robienie inhalacji, drenaże i branie garści różnych tabletek jest póki co jedynym ratunkiem, abym mógł normalnie żyć, chodzić do szkoły i nie chorować.

Mój organizm bowiem zasiedliła wstrętna bakteria, Pseudomonas aeruginosa, który skutecznie niszczy moje płuca i trudno z nim walczyć bo jest oporny na większość antybiotyków.

Z tego powodu muszę często bywać w szpitalu, gdzie lekarze toczą walkę z bandą Pseudomonasów. A proszę mi wierzyć- nie jest łatwo z nimi wygrać.
Nie zamierzam się poddawać, muszę być silniejszy niż ta moja „inność”. Mam plany i marzenia, które chciałbym zrealizować.
Mam nadzieję, że kiedy znajdzie się skuteczna metoda, aby naprawić uszkodzony gen, który odpowiada za tę chorobę, moje płuca i inne narządy będą nie w gorszym stanie niż są w tej chwili i wierzę, że naukowcy szybko cos wymyślą, bo ja i inne dzieciaki chore na cf nie mamy czasu na tracenie czasu na inhalacje, drenaże i leżenie w szpitalu z powodu zaostrzeń przez tę chorobę, chcemy normalnie żyć, chodzić do szkoły, uczyć się, rozwijać, pomagać innym.